Kategorie: Wszystkie | Fikcje | Moje historie | Sprzęt
RSS
czwartek, 18 marca 2010
Choroba

-Mówi pan do mnie?

Jak zwykle o tej porze ścisk był niemiłosierny. Odwróciłem się z pewnym trudem i zdumiony spojrzałem w twarz nieznajomemu. Byłem przekonany, że kontynuuję rozmowę z kumplem, wsiedliśmy do tego autobusu razem. Rozglądałem się rozpaczliwie – gdzie on, do cholery, się podział?

- Przepraszam – wydukałem – mówiłem do kolegi, ale go tu nie ma. Zdaje się, że jednak nie wsiadł.

- Ależ nie szkodzi. Możemy się poznać i również zostać kolegami – uśmiechnął się.

- Wysiada pan teraz? - Starsza pani trąciła mnie od tyłu torbą na kółkach.

- Kiedy tylko się otworzą drzwi, proszę pani. Teraz jest to niemożliwe. - odparłem zirytowany.

- Jest pan niegrzeczny, młody człowieku! - staruszka przeszyła mnie oskarżycielskim wzrokiem. Zgrzytnąłem zębami. Emerytki w publicznych środkach komunikacji muszą chyba żyć w ciągłym strachu, że nie zdążą wysiąść i ze zostaną zmuszone do podróży aż do końcowego przystanku na pętli, a tam, w pustym już autobusie, sterroryzuje je grubiański kierowca, zabierze tytułem okupu karmę dla kota, receptę na leki i ostatnie pieniądze z portmonetki.

 

Na przystanku ludzie w pośpiechu rozchodzili się do swoich spraw. Mijali z obu stron nieznajomego, który stał parę kroków ode mnie i enigmatycznie uśmiechał się.

- Czy ma pan trochę czasu?

- A o co chodzi? - spytałem.

- Miałby pan ochotę na mały spacer i na chwilę rozmowy?

- Rozmowy? Na jaki temat?

Wskazał palcem kieszeń mojej kurtki; trzymałem w niej rękę. Krótki pasek owijał dłoń. Zawsze byłem gotowy, by wyjąć aparat i szybko robić zdjęcia na ulicy.

- Robi pan zdjęcia, prawda?

- Tak.

- Tak myślałem, zainteresowało mnie to. Skusi się pan na tę rozmowę?

Wyjąłem aparat i wycelowałem w niego. Patrzył wprost w obiektyw, a na twarzy wciąż błąkał mu się ten uśmieszek. Powoli naciskałem spust migawki, a przez głowę galopowały mi myśli. Kim jest? Czego ode mnie chce? Postawił mnie przed wyborem: czy dać się ponieść przygodzie, czy też ulec obawom przed tym złośliwym, wrednym, niebezpiecznym światem? Ryzykować? A może ulec bezpiecznej rutynie i grzecznie się wymówić? Oto kolejny brak zdecydowania, oto mój wstydliwy strach, oto dlaczego nie robię dobrych fotografii. Czułem jak chwila nieznośnie wydłuża się i pogłębia moje wewnętrzne zmieszanie. Im dłużej to trwało, tym bardziej byłem niezdolny do podjęcia decyzji. O czym on chce rozmawiać? O fotografii?

 

- Zajmuję się pan fotografią uliczną?

- Tak. Niestety.

- Dlaczego niestety?

- Bo całkiem mi nie idzie. Tracę w nią wiarę. Właściwie, to chyba już straciłem.

- Tak? A dlaczego?

- Widzi pan... Weźmy takie zdjęcie uliczne, ułamek sekundy zatrzymany w kadrze. Historyjka bez początku i bez końca. Pozór rzeczywistości, pozór prawdy. Wybierając moment, niejako siłowo tworzymy treść, ale powierzchowną, słabą. Sens, którego trzeba wypatrywać w przypadkowym ułożeniu osób i rzeczy w kadrze. Nie ma w tym ani prawdy, ani piękna.

- Piękna? Chce pan znaleźć na ulicy piękno?

- Tak, właśnie tak! Szukam piękna w tym brzydkim, szarym i brudnym mieście. Piękno jest moją potrzebą. Chcę się wznieść ponad nudną egzystencję, ponad ten wielopokoleniowy wyścig szczurów. Marzy mi się tworzenie piękna i dobra, bo tworząc piękno, czynię dobro.

- Piękno i dobro. Bardzo klasyczne podejście.

- Tak, to bardzo stare podejście. Ale wielka teoria piękna upadła, jest dziś niemodna, zdziadziała, zramolała. A przecież tak pasuje do fotografii, bo piękno to proporcja i blask. Blask! Światło!

- Udaje się panu znajdować to piękno?

- Nie. Bardzo łatwo jest mi sfotografować brzydotę, na swoich zdjęciach widzę brzydkie, brudne miasto. I jak to o mnie świadczy? Przecież tworząc, a chodzi mi o świadome tworzenie, poznaję siebie, prawdziwie żyję. Czy jestem więc brzydki i brudny wewnątrz?

- Wyciąga pan zbyt daleko idące wnioski.

- Tak pan myśli? Cóż, niestety, ale tak właśnie to czuję. To jest smutny kraj, zamknięci ludzie. Trudno tu zrobić jakieś dobre zdjęcie.

Palec napotkał opór i migawka pstryknęła. Aparat odgradzał mnie od nieznajomego, od jego wyszczerzonych zębów. Krew tętniła coraz głośniej w żyłach, przed oczami zaczęły mi błyskać iskierki. Niebo przechyliło się, a chodnik uderzył mnie w tył głowy.

***

- Pierwszy raz zdarzyło się panu zemdleć na ulicy?

W grubych, wypukłych szkłach okularów lekarza odbijały się świetlówki; nie mogłem dojrzeć jego oczu.

- Tak, to był pierwszy raz.

- W jakich okolicznościach to się stało?

- Rozmawiałem z...pewnym nieznajomym na ulicy. Przeżyłem jakby taki... intensywny moment. Zrobiłem mu zdjęcie... i nagle straciłem przytomność, upadłem.

- Zrobił pan mu zdjęcie? Dlaczego?

- Takie hobby, pasja.

- Pasja. - powtórzył i zamyślił się na chwilę. - Ma pan to zdjęcie?

Położyłem przed nim odbitkę na biurku. Podniósł okulary na czoło i oglądał zdjęcie w skupieniu.

- I? Gdzie on jest, ten nieznajomy?

- W tym problem, panie doktorze. Nie ma go.

Opuszczenie okularów zgrało się zabawnie z podniesieniem brwi.

- Nie ma go? A powinien tu być?

- Tak.

- Interesujące. Ma pan może przy sobie inne swoje zdjęcia?

Z westchnieniem sięgnąłem do torby i wyjąłem niewielkie, płytkie pudełko z odbitkami. Patrzyłem na swoje buty, gdy lekarz powoli przeglądał odbitki. Gdy skończył, odłożył pudełko na blat.

- Szczerze mówiąc, nie znam się na fotografii... artystycznej. Ale to co widzę, a także ta sprawa z nieznajomym, którego nie było... Muszę wziąć pod uwagę zaburzenia widzenia.

Świetlówki zimno błysnęły w szkłach okularów.

- Dam panu skierowanie do okulisty... i do neurologa.

Wychodząc z przychodni chciałem trzasnąć drzwiami, ale mechanizm zamykający tylko skrzypnął pogardliwie i stłumił ten mały akt frustracji. Nie mam zaburzeń widzenia, to nie może być prawda, świat jest taki, jakim go widzę! Wyjąłem aparat i rozejrzałem się w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego kadru. Wzrok przyciągnęła wąska strużka na chodniku przede mną. Poprowadziła do plamy moczu na ścianie, tuż pod medycznym afiszem nawołującym do wykonania badań prostaty.

Schowałem aparat i ruszyłem powoli w stronę domu.

...

pinhole 6x6, Fuji Neopan Acros 100, skan negatywu

 

19:13, teleserv , Fikcje
Link Komentarze (10) »

Zaglądam:

Autor:
Robert S. Górski

Kontakt:
teleserv (at) gazeta.pl


Wszystkie zdjęcia i teksty
zamieszczone na tym blogu
są własnością autora bloga,
chyba, że zaznaczono inaczej.